Związki

Sesja narzeczeńska – czy warto?

Na pomysł sesji narzeczeńskiej, prawdę powiedziawszy, wpadłam ja. Dokładnie nawet to ja wcale nie wpadłam na pomysł takowej sesji. To sesja wpadła na mnie w momencie, gdy odkryłam profil naszej Oli. Wystarczyła jedna przypadkiem kliknięta fotografia na Instagramie, żebym przepadła w zdjęciach światłem malującej emocje Oli. Sesja narzeczeńska idealnie wpasowała się nie tylko w moją fascynację profilem Aleksandry, ale także w odpowiedni czas. Nasza sesja odbyła się bowiem na dwa miesiące po zaręczynach i cztery przed ślubem. To był idealny moment, żeby dać sobie oddech w ferworze przygotowań i stresów związanych z nieubłaganą codziennością. 

Po co właściwie sesja narzeczeńska ?

Wiem, że dużo osób uznaje ten etap za zbędny wydatek. Jako fascynatka fotografii i estetka z natury uważam, że każda okazja do uwiecznienia chwil w artystyczny sposób jest bezcenna. Jednakże jeśli nie jesteś kimś, kto ceni sobie zdjęcia jako ozdobę domu czy cenną pamiątkę, wskażę Ci inne zalety takiej sesji. Po pierwsze to czas na oswojenie się z Waszym fotografem, który zapewne uwieczni dla Was chwile ze ślubu i wesela. Nie każdy czuje się swobodnie przed obiektywem, każdy fotograf pracuje inaczej, dlatego taka sesja to idealny czas by się poznać, wybadać i utwierdzić w przekonaniu, że to właśnie tą osobę chcecie zatrudnić do ślubnego reportażu. Prócz bliższego poznania Waszego fotografa, to także moment na swobodne porozmawianie z nim o uroczystości. Może coś Wam podpowie, kogoś poleci. W końcu to osoba z branży, z szerokimi znajomościami i wiedzą, jakiej Wam teraz konkretnie brakuje. Po drugie, to czas tylko dla Was. Taka stop-klatka dosłownie i w przenośni. Skupiacie się na sobie, okazujecie bliskość, czas płynie wolniej. Taką sesję najlepiej potraktować jak bardzo świadomą randkę. Randkę, w której najważniejsi jesteście Wy. Dobry fotograf nie tylko sprawi, że tak się poczujecie, ale on pomoże Wam te emocje wydobyć, poczuć się swobodnie, zapomnieć na moment o stresie, nerwach, spięciach.   

 

Sesja narzeczeńska – gdzie ją zorganizować?

Jestem fanką plenerów, choć równie mocno urzekają mnie lifestylowe sesje domowe. Podobno człowiek najlepiej wygląda w bliskim sobie, znanym i lubianym środowisku. Jeśli nie jesteś entuzjastką zatłoczonych miast, nie umawiaj się na siłę na sesję na krakowskim Kazimierzu. To może być dla Was dodatkowy i niepotrzebny stres. Pomyślcie o Waszych ulubionych miejscach, gdzie czujecie się swobodnie? Ukochane polskie morze z szerokimi plażami? A może Wasz loftowy dom z ogrodem i drewnianą huśtawką w jego sercu? Możecie zrobić sesję zahaczając o ulubioną kawiarnię lub wynająć apartament, który Was oczarował. A jeśli wszędzie czujecie się dobrze, ale chcielibyście coś oryginalnego zawsze możecie poprosić Waszego fotografa o podpowiedź. To ludzie z głowami pełnymi świetnych pomysłów, ale też takimi miejscówkami w zanadrzu, które mogą Was zaskoczyć.

gdzie zorganizować sesję narzeczeńską

Perełki na wyciągnięcie dłoni

My nie mieliśmy sprecyzowanego pomysłu na miejsce sesji i w pełni zaufaliśmy Oli. Hala Boracza to był strzał w dziesiątkę. Choć po cichu liczyliśmy na śnieg, to pomimo jego śladowych ilości, zdjęcia wyszły magiczne. Na szlaku prawie nikogo nie było, więc nie czuliśmy żadnego skrępowania. Było okrutnie zimno, ale ekscytacja i radość pozwalały zapomnieć o wszelkich niedogodnościach. Nie wspominając o nagrodzie pod koniec sesji w postaci przepysznych jagodzianek w schronisku. Prawda jest taka, że dobry fotograf w każdym miejscu znajdzie jakąś perełkę i tak ją wykorzysta, że efekty Was zaskoczą. Wystarczy spojrzeć na profil Oli. Nie zgadlibyście nawet, które zdjęcia robione były na osiedlu, na którym mieszka. Uwierzcie, nie musimy zabierać fotografa do Toskanii, żeby dostać zdjęcia, które będą jak rodem ze słonecznej Italii.

sesja narzeczeńsko czy warto

 

Sesja narzeczeńska – jak się przygotować?

Nie przygotowywałam się do niej specjalnie. Nie umawiałam makijażystki, nie szłam specjalnie do fryzjera. Oczywiście zanim podjęłam tą decyzję zwróciłam się jeszcze do Oli z zapytaniem czy przypadkiem jako fotograf, nie wolałaby mnie w pełnej krasie, przygotowanej przez specjalistów. Nie znałam jeszcze wtedy Oli osobiście i wszystkie szczegóły dogrywałyśmy przez maile. Po rozmowie z Olą zdecydowałam się na makijaż własnego autorstwa i zwyczajną, prostą stylizację. Założyliśmy więc ciepłe swetry, zimowe parki, dżinsy, wygodne obuwie, szaliki i grube rękawiczki. Miało być wygodnie, ciepło i swobodnie. Większość sesji odbywa się w miesiącach letnich i wiosennych. Dziewczyny zakładają zwiewne sukienki, wyglądają lekko i kobieco. My w zasadzie nie mieliśmy wyboru co do pory roku, bo Łukasz oświadczył się we wrześniu, a końcem marca braliśmy ślub.  Byliśmy więc skazani na aurę jesienno -zimową. Jednak ani przez moment się nie wahałam, bo to właśnie zdjęcie pewnej pary w ciepłych swetrach przy drewnianej, górskiej chatce tak rozkochało mnie w portfolio Oli. Gdy zobaczyłam to zdjęcie, zamarzyła mi się taka właśnie sesja i dostałam dokładnie to, czego chciałam. Apetyt jednak rośnie w miarę jedzenia i jako osoba zakochana w ujęciach Oli, mogłabym mieć  taką sesję w każdej porze roku i w każdym miejscu na ziemi.

Sesja narzeczeńska – czy warto?

Podsumowując, sesja narzeczeńska będzie nie tylko piękną pamiątką z wyjątkowego okresu Waszego związku, ale także wytchnieniem w bardzo stresującym czasie. Okres narzeczeństwa to niezwykle ważny i bardzo romantyczny etap relacji. Warto go uwiecznić. To także czas przygotowań, załatwiań, wydawania zawrotnych ilości pieniędzy, nierzadko okres spięć i sprzeczek. Warto na moment oderwać się od tego całego kołowrotka i przypomnieć sobie po co w ogóle to wszystko robimy. Prócz oczywistych oczywistości sesja narzeczeńska to także doskonały sposób, by poznać Waszego przyszłego fotografa. Zobaczyć jak się czujecie w jego towarzystwie, czy odpowiada Wam współpraca z nim. Wbrew pozorom, kwestia “chemii” między Wami i fotografem jest bardzo ważna, a niestety pomijana. Ja miałam niezwykłe szczęście trafić na kogoś, kto nie tylko czaruje obrazy, ale przede wszystkim skupia się na człowieku i emocjach. I co najważniejsze, Ola i jej mąż podczas ślubu i wesela byli niemalże nieuchwytni. Ja często nie miałam bladego pojęcia, że jestem fotografowana. A to kochani jest już prawdziwy dar!

narzeczeni sesja

 

 

14 komentarzy

  • Marlena Hryciuk

    My z mężem mamy zdjęcia z sesji narzeczeńskiej, którą robił nam znajomy fotograf. Wspaniała pamiątka, do której lubimy wracać. ?

  • Magdalena - Weekendownik

    Ja też, podobnie jak Ty uwielbiam pamiątkowe ujęcia. Jednak co do sesji narzeczeńskich mam odrębne zdanie. Po prostu nie każde narzeczeństwo zakończone jest małżeństwem.. 😉 Tak – sesja tuż przed ślubem. Jak najbardziej 🙂

      • Magdalena - Weekendownik

        Ciężko to wytłumaczyć. Ja dwa razy byłam narzeczoną… Może tak: tylko przed samym slubem i gdy mamy wyznaczoną datę ślubu. Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach niektórzy zaręczają się i nawet nie wiedzą kiedy ten ich ślub się odbędzie.. 😉 O taką sytuację mi chodziło pisząc mam odrębne zdanie.
        Dopisze tylko, dziś będąc już szczęśliwą żoną, nie posiadam już zdjęć z pierwszego narzeczeństwa, bo Pan na tych zdjęciach nie podoba mi się, i nie podoba mi się ‘tamten’ związek i mimo w sumie dość dobrych wspomnień, i rozstania bez kłótni… jakoś tak nie chcę, aby jakakolwiek część znajdowała się w moich albumach. 🙂 Więc czy warto? Tylko jeśli ślub już w przygotowaniach. A nie zaręczyny bez konkretnych planów. W życiu może się naprawdę dużo zmienić.

        • Z filiżanką kawy

          Hm… Czasem ciężko przewidzieć co będzie. Ja mam za sobą dwa narzeczeństwa i dwa małżeństwa. Z czasów pierwszego ślubu i życia razem wciąż mam albumy, bo choć facet mnie nienawidzi i żyć mi nie daje, to albumy trzymam dla córki. Ale rozumiem w pełni, też czekam na dzień kiedy młoda wyrośnie i dostanie wszystko w wianie ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *