żyje się tylko raz
Przemyślenia mamy

Oczywistości, o których najczęściej zapominam

Mam taką przypadłość, że zapominam o oczywistych rzeczach. Zwykle zapominam, gdzie posiałam klucze, zdarza mi się zgubić jakiś dokument. Najczęściej jednak zapominam o oczywistościach, o których powinnam pamiętać zawsze. Ostatnio, całkiem przypadkiem, przypomniałam sobie o nich szczególnie mocno. Dlatego zostawię sobie je tutaj. Tak dla przypomnienia.

Oczywistość numer 1

Żyje się tylko raz. Coraz więcej dni ucieka mi na szarej codzienności. Odhaczaniu kolejnych czynności z metrowej listy zadań na dziś. Ciągle gdzieś się spieszę, a idąc spać rozmyślam, czy na pewno wszystko zrobiłam. Kiedy mam luźniejszy dzień chodzi za mną paskudne uczucie, że o czymś zapomniałam. Jeśli nie czeka na mnie stos prania, jeśli w lodówce mam obiad z wczoraj, a dom jest wysprzątany, to mam dziesiątki testów do sprawdzenia i lekcje do przygotowania. Jedne obowiązki gonią drugie, czasem aż ciężko usiąść i uwierzyć, że wszystko ogarnęłam. W tej gonitwie dbania o dom, odrabiania lekcji, biegania do szkoły muzycznej i wypełnianiu obowiązków zawodowych łatwo się zapętlić. Coraz częściej moje myśli krążą wokół dnia codziennego. Czasem ważniejszy staje się codzienny byt, troska o pieniądze i zapewnienie dziecku jak najlepszej przyszłości niż bycie tu i teraz.

A najważniejsze jest to…

…co jest dziś. Może to mój wiek, może okoliczności z jakimi się zderzam sprawiły, że coraz częściej o tym myślę. Bo co byłoby, gdybym jutro już się nie obudziła? Czy tak chciałabym przeżyć swój ostatni dzień? Żyje się przecież tylko raz. Nie zamierzam rzucać pracy, nie machnę gitarą córki w kąt. Trzeba pracować, trzeba do czegoś dążyć, ale trzeba się skupić żeby każdy swój dzień przeżyć jak najlepiej i w jak największej bliskości z ludźmi, których kochamy. Tylko to się liczy.

Oczywistość numer 2

Nie będzie powtórek. Nic już nie wróci. Żadna sekunda, żaden czwarty października, żaden weekend. To już historia. Każdy dzień, który stracimy na czymś niepotrzebnym, smutnym, strasznym już na zawsze takim pozostanie. Nie będzie powtórki, nie będzie możliwości jego odzyskania. Nie będzie szansy go poprawić. Mam wrażenie, że większość naszego czasu spędzamy tak jakbyśmy mieli go całe morze, jak gdyby nikt nam go nie odliczał. Nie namawiam do tak modnej teraz nadproduktywności. Nie chodzi mi o wyciskanie dnia jak cytryny, intensyfikowaniu działań, pracy za dwoje. Czasem właśnie wytężając się podwójnie tracimy najwięcej. Warto się zatrzymać od czasu do czasu. “Zmarnować” czas wylegując się z dzieckiem do południa, a potem pójść na długi spacer nie martwiąc się o obiad. Mamy całą masę obowiązków, nie wszystko można odpuścić, niektórych rzeczy nawet nie można. Ale warto każdego dnia pamiętać o tych paru chwilach, które kiedyś będą wielkim wspomnieniem. 

Oczywistość numer 3

Nie ma na co czekać. Są pewne sprawy, które wymagają cierpliwości. Wykształcenie, kariera, osiągnięcia – to wszystko potrzebuje czasu. Wiem, że nie można mieć wszystkiego od razu, ale są pewnie rzeczy, które odkładamy, a wcale nie powinniśmy. Nierzadko szukamy sobie wręcz wymówek, żeby coś odłożyć, bo jest niewygodne, bo jest trudne, bo jest ryzykowne. To mogą być błahe sprawy jak zmiana jakichś przyzwyczajeń lub większe jak wyciągnięcie ręki na zgodę czy dotrzymanie dawno danego słowa. Ja wiem jak potrafi być trudno, ale kiedy jest warto i kiedy patrząc wstecz możemy żałować, że zrobiliśmy to tak późno to nie czekajmy. Im szybciej, tym lepiej. Żyje się tylko raz!

Oczywistość numer 4

Stanowcze nie półśrodkom, mniejszemu złu, rzeczom wystarczającym i ludziom, którzy są lepsi “w porównaniu do”. Mam słabość do godzenia się z losem, uleganiu osobom, którym nie powinnam, przytakiwaniu nawet, gdy nie jestem do końca zadowolona. Coraz częściej nachodzi mnie pytanie: dlaczego żyjąc w takich czasach, kiedy nie ma limitów, kiedy można wszystko ja mam żyć tak, jak nie do końca mi odpowiada? Jesteśmy wolni. Internet sprawił, że nie ma w zasadzie żadnych barier komunikacyjnych, samoloty skróciły dystans pomiędzy ludźmi z całego świata, medycyna poszła niebywale do przodu. Świat jakby eksplodował, zupełnie się przeformułował, błyskawicznie posunęliśmy się do przodu. Dlaczego mamy tkwić w półświatku, który nas przytłacza? Dlaczego mam godzić się na perspektywy, które mnie nie zadowalają, skoro tak ciężko pracuję na “lepsze”? W imię czego mam godzić się na mniejsze zło? Czyją opinią mam się przejmować, skoro najwięcej do gadania mają Ci, którzy nigdy nie byli na moim miejscu? To trudno tak tupnąć nogą, gdy od żyjemy w środowisku skupionym na tym, co pomyślą inni. W środowisku nietolerancyjnym, roszczeniowym, niesprawiedliwym. Ale warto, bo jeśli coraz więcej osób będzie tupać nogą i żyć dla siebie, nie krzywdząc przy tym innych, to świat stanie się łagodniejszy i lepszy.

Żyje się tylko raz

Wyświechtana fraza, ale jakże prawdziwa. Czasem boimy się ryzyka, jeszcze częściej zbyt dużo myślimy, zamartwiamy się. Ja jestem takim typem, który czasem lubi przekombinować. Pewne decyzje rozkładam na czynniki pierwsze i w efekcie się wycofuję. Czasem ze strachu, czasem tak wydaje mi się rozsądniej. Przy spontanicznych akcjach zwykle panikuję. Dosłownie. Przeraża mnie brak alternatyw, brak przygotowania, że mogę o czymś zapomnieć lub czegoś nie przewidzieć. Hamuje mnie więc coś, na co i tak nie mam wpływu czyli to, co może się zdarzyć. Nie mamy wpływu na to, co może wyskoczyć. Nie przewidzimy cudzych działań, nie wszystkie skutki, okoliczności i konsekwencje jesteśmy w stanie wydedukować. Czasem warto spróbować, zaryzykować, uwolnić z głowy tego marzyciela, który wierzy, że się uda. Bo przecież może się udać i to, co znane i bezpieczne nie zawsze jest najlepsze. Najlepsze jest to, co przyniesie szczęście. I warto dla tego szczęścia podjąć ryzyko. Nawet najśmielsze. 

 

żyje się tylko raz

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *