praca nauczyciela
Przemyślenia mamy

Dlaczego praca nauczyciela jest super?

Dziś postaram się odpowiedzieć Wam obszernie na pytanie dlaczego praca nauczyciela jest super i dlaczego z niej zrezygnowałam. Przede wszystkim podam też podpowiedzi co zrobić, żeby nie będąc nauczycielem, móc pracować na podobnych warunkach. Myślę jednak, że większości rodzicom nie muszę już zachwalać szkoły i tego jak dobrze się w niej pracuje – mieliście próbeczkę podczas nauki zdalnej. Wprawdzie nie z gromadką dzieci pod opieką, bez rad pedagogicznych i konieczności spowiadania się z realizacji podstawy programowej, ale coś tam już skubnęliście. I z tego co zaobserwowałam w internetach, wszyscy chętnie będą przerzucać się na edukację domową. Czemu nie? Przecież nauczanie to rzecz banalna, a prawda jest taka, że my nauczyciele nie robimy nic…

Mają dużo wolnego

Co tu dużo mówić, możecie nauczycielom zazdrościć. Jak wyglądało moje życie, gdy pracowałam w szkole i nadchodziły wakacje? Wstawałam kiedy chciałam, wieczorami oglądałam z mężem filmy, jak mieliśmy ochotę zbieraliśmy się i wyjeżdżaliśmy w siną dal. Mam tylko jedno pytanie: to reszta tak nie może? Zachęcam wszystkich do wzięcia dwumiesięcznego bezpłatnego urlopu, jeśli w innym przypadku to niemożliwe. Ja sobie nie zazdrościłam ani trochę takiego obrotu spraw i między innymi przez to coroczne, dwumiesięczne bezrobocie rzuciłam pracę w szkole.  Było to dla mnie nie tylko przykre przez wzgląd na konieczność rejestracji w PUP – zwykle bez prawa do zasiłku – tylko po to, żeby mieć ubezpieczenie zdrowotne, ale też zwyczajnie trudne i krzywdzące. Bo nie oszukujmy się, w moim miasteczku znalezienie pracy w PUP w ciągu dwóch miesięcy graniczy z cudem. Nie dziwi więc fakt, że przyjmujesz kolejną propozycję pracy od tej samej szkoły w której podpisywali z Tobą umowę do ostatniego dnia roku szkolnego. Nadchodzi bowiem wielka chwila: oto kończy się czas, kiedy jesteś zmuszona utrzymywać się z oszczędności i wreszcie zaczniesz zarabiać. Choć jeszcze niedawno obiecywałaś sobie, że już się nie dasz tak traktować, odrzucisz śmieciową ofertę i będziesz szukać dalej. Życie nie jest jednak takie proste. Końcem sierpnia śmigasz na posiedzenie rady, jakieś szkolenie, czasem robisz badania, wszystko z własnej kieszeni i w ramach wolnych wakacji. Wreszcie podpisujesz trzecią umowę z rzędu. Czasem w tej samej placówce, albo nawet placówkach, czasem w innej, od pierwszego do ostatniego dnia szkoły… Zazdrościsz? Śmigaj na bezpłatne dwa miesiące urlopu. Tobie i tak będzie wygodniej, bo bez rozwiązywania umowy. Zostanie Ci przynajmniej gwarancja, że jak złamiesz nogę, to ktoś Ci ją poskłada. Na NFZ.

Nic nie robią w pracy

Naprawdę nie mam pojęcia jakich pedagogów mieli Polacy, że wciąż twierdzą, że nauczyciele nic nie robią. Jakim cudem mamy tylu wykształconych ludzi? Mam rozumieć, że to po prostu bogate społeczeństwo, które kształci się na korepetycjach i całą wiedzę posiada właśnie z nich? No to widocznie ja byłam szczęściarą, bo na palcach jednej ręki mogłabym policzyć nauczycieli, którzy – jak w każdej branży się zdarza – nic z siebie nie dawali. Większość to byli bardzo solidni, pracowici ludzie, którzy robili wszystko, żeby przekazać nam wiedzę i umiejętności. Miałam też do czynienia z kilkoma perłami, jak moje polonistki- co do jednej – przeinteligentne, dobre, ludzkie, z ogromem wiedzy. Nie odważyłabym się nigdy powiedzieć, że to co potrafię, zdobyłam wyłącznie własnym sumptem. Tym bardziej, że z korepetycjami miałam wyłącznie krótki epizod. Wiedza, którą wyszlifowałam, została mi przekazana. Gdyby mój anglista nie wytłumaczył mi w gimnazjum hurtem wszystkich czasów i nie zasypał ćwiczeniami z Virginii Evans, wiem, że dziś mój angielski ograniczałby się do znajomości pojedynczych słów. I tak jest z wszystkim. Ktoś zasiał ziarno, mama dopilnowała i jestem tu, gdzie jestem.

Co więc robi nauczyciel?

Abstrahując od rzeczy oczywistych, którymi jest nauczanie, każdy nauczyciel robi mnóstwo tego, czego nie widać. Począwszy od przygotowania się do lekcji, poprzez chociażby skserowanie testów i materiałów pomocniczych, po sprawdzanie wszystkiego, co oddają uczniowie. Nauczyciele pilnują porządku na dyżurach – nierzadko wstrzymując mocz przez kilka godzin z rzędu. Chodzą na zebrania, konferencje, są opieką na szkolnych imprezach, jeżdżą na wycieczki, wypełniają stosy papierów rozliczając się ze zrealizowania podstawy programowej i wystawionych ocen – w ramach pensum oczywiście. Nikt nie dostaje za to więcej pieniędzy. Wracając do domu i sprawdzając kilkadziesiąt testów, kilkadziesiąt kartkówek i kilkadziesiąt wypracowań tygodniowo, nie odbijam się w ponadwymiarowych godzinach pracy. Tak samo jak nie odbijam tych godzin, kiedy szykuję dodatkowe materiały, nierzadko inwestując w nie własne pieniądze. To nie jest praca, do której przychodzisz, włączasz ekspres i popijasz kawkę wykonując zlecone zadania. Tutaj kawę musisz przynieść swoją, ale nie zdążysz jej wypić, bo na najdłuższej przerwie i tak masz dyżur.

A jeśli przerwę masz wolną?

Jeśli tak się zdarzy, to przygotuj się, że przyjdzie do Ciebie rodzic z pretensjami. I nie ma znaczenia czy dzidziuś, którego uczysz ma 6, 12 czy 19 lat i pali faje za szkołą. Zatroskana mamusia zawsze znajdzie jakiś problem, którym Cię obarczy. Złe oceny – Twoja wina. Nieobecności – Twoja wina. Bicie i gryzienie kolegów w klasie – Twoja wina. Ataki szału – Twoja wina. Przeklinanie – Twoja wina. Chamstwo i buractwo – Twoja wina. Odpowiedzialność za wychowanie – musisz wziąć na siebie. Nieważne czy bierzesz pod swoje skrzydła na 2 razy po 45 minut tygodniowo odchowanego ośmiolatka, który zasady kultury powinien mieć w jednym palcu, czy dorosłego 16 – latka, który pije i uprawia seks. Nieważne, Ty masz mu wbić wiedzę do głowy, zachęcić do chodzenia do szkoły, nauczyć manier i szacunku do człowieka,  a przy tym nie zranić i wystawiać mu same piątki. Proste? Proste. I pamiętaj: ogólnie i tak nic nie robisz i jesteś beznadziejny w swym fachu. Podpisano: pielęgniarka/lekarz/kasjerka/ tu wstaw swój zawód niezwiązany z nauczaniem.

Zawód, który można zmienić

Nauczycielom jest super, bo jak im nie pasuje to zawsze mogą zbierać truskawki albo iść na kasę do Biedronki. Przynajmniej takie rady słyszałam, gdy byłam pracownikiem oświaty. Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego absolutnie żadnej innej grupie zawodowej, która narzeka lub strajkuje, nie radzi się pójść do pracy do Biedronki. Dlaczego nikt nie mówi tego górnikom albo policjantom? Dlaczego wykształconą grupę ludzi ze stanowiskiem związanym z wysoką odpowiedzialnością za drugiego człowieka, wysyła się na zbiory w pole albo na kasę do sklepu? Nie chodzi mi o to, że to gorsza praca. Praca jak praca. Tylko czy nie szkoda marnować potencjału wysoko-wykfalikowanych ludzi na pracę w dyskoncie? Tak czy siak, z perspektywy czasu stwierdzam, że to i tak nie głupi pomysł.  Bo skoro w niektórych placówkach proponują 2000 złotych na rękę za 25 h pracy w szkole (pamiętajcie, że jest jeszcze praca poza szkołą związana ze szkołą i ta zwykle zajmuje więcej czasu) to chyba lepiej zatrudnić się w kawiarni, gdzie proponują za 40 h minimum 3000 na rękę. Twoja jedyna odpowiedzialność będzie polegać na dobrym nabiciu rachunku na kasę i porządnym wyczyszczeniu ekspresu. A jeśli ktoś będzie zgłaszał pretensje to kawę wylejesz i zrobisz następną. I tak sobie w końcu pomyślałam – skuszona tymi radami – że pora naprawdę zmienić branżę.

Dlaczego praca nauczyciela jest super?

Praca nauczyciela jest super, ponieważ każdy wie co robisz i jak powinieneś to robić, niezależnie od tego czy jest stylistką paznokci bez matury czy magistrem weterynarii. Cały naród będzie pierwszy do wytykania twoich błędów i pouczania. Dzięki temu, od ludzi bez doświadczenia, możesz nabyć dużo doświadczenia. Niemożliwe w każdej innej branży. Po miesiącu pracy będziesz już doskonale wiedziała jak powinnaś uczyć, przede wszystkim jak powinnaś uczyć Stasia, Irenkę, Arkadiusza, Wiktorię, Vanessę i Brajanka. Bo uwaga – każdy ma INNE potrzeby. Musisz więc napisać plan pracy, w którym tą indywidualizację zawrzesz, zarówno odnośnie ucznia zdolnego, jak i tego z opinią z PPP. A jeśli dodatkowo, któreś z dzieci ma orzeczenie… No to będziesz musiała dokładnie wyłożyć jak zamierzasz z danym dzieckiem pracować i dostosować do niego wszelkie wymagania. Zapomnij o kopiowaniu testu z grupy B dla połowy klasy. Dla Vanessy test musi być ułożony indywidualnie i inną czcionką, bo ona akceptuje tylko wielokrotną interlinię i rozmiar czcionki 14. Nieważne, że w domu przystaje na parówki z frytkami na śniadanie, obiad i kolację. W szkole ma sprecyzowane i wysokie wymagania poparte opinią PPP. W końcu na paznokcie i włosy wydaje tyle, ile jej belfer zarabia w miesiącu. Jest też Arkadiusz, który faktycznie ma solidne orzeczenie i trzeba mu pomóc. Dwoisz się i troisz, bo w klasie na 23 dzieci dziesiątka ma szczególne wymagania, a wśród nich jest Arek – dziecko, które się stara, ale ma deficyty. Jest też szczególnie zdolna, dwujęzyczna Magda i pięcioro dyslektyków. Nie zapominaj, że pozostała trzynastka też jest w klasie i każdy  z nich jest inny.

Podsumowanie – dlaczego zmieniłam pracę?

Byłam jednym z tych nauczycieli, którzy szczerze chcieli przekazywać wiedzę i cieszyły ich sukcesy uczniów. Odczuwałam dumę, gdy sprawdziany szły dobrze i robiłam co w mojej mocy, by jeszcze raz – innymi sposobami – przekazać materiał, który gorzej się przyswoił. Starałam się, pomimo zupełnego nieprzystosowania polskiej szkoły, indywidualizować pracę, tak by zarówno jednostki szczególnie zdolne jak i te z opiniami oraz orzeczeniami czuły moje wsparcie. Bardzo lubiłam kontakt z uczniami i sprawiały mi radość spotkania z nimi. Gdyby jedynymi trudnościami w pracy w szkole był brak kawy i herbaty, zlewu w pokoju nauczycielskim i papieru do ksero, gdyby jedynym wyzwaniem było napisane dostosowań do specjalnych potrzeb uczniów i wcielenie ich w życie, pewnie nigdy bym się nie wypaliła i nie zaczęła odczuwać panicznego lęku na myśl o pójściu do pracy. Być może nawet przełknęłabym uwłaczające wynagrodzenie. Niestety, warunki pracy w szkole są po prostu straszne. Śmieciowe umowy od września do czerwca, mobbing, pomiatanie, brak szacunku i horda niewidocznych, a wymaganych obowiązków sprawiły, że w pewnym momencie uznałam, że albo zmienię pracę, albo oszaleję. Nie przesadzam. Praca w szkole o mało mnie nie wykończyła. Gdyby nie wysoka świadomość siebie, swoich granic, umiejętność rozgraniczenia dobra i zła oraz samozaparcie, być może nigdy nie wróciłabym do blogowania i zwyczajnie do normalności.

Z filiżanką kawy to moje własne miejsce w sieci. Zapraszam Cię do mojego świata, usiądź wygodnie i napij się ze mną filiżanki aromatycznej kawy. Jestem autorką lifestylowego bloga www.zfilizankakawy.tv, gdzie dzielę się z Wami wszystkim co mnie fascynuje i co jest dla mnie ważne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.